Za granicą
Ostateczny test.
Wyjazd do kraju, którego język staramy się opanować, jest chyba ostatecznym testem znajomości nowych słówek i zwrotów. Oczywiście mówimy o wyjeździe, podczas którego mamy kontakt z tubylcami i musimy się z nimi jakoś kontaktować. Bo w przypadku, gdy jedziemy gdzieś tylko po to, by cały czas spędzić w hotelu lub na plaży ze swoimi (polskojęzycznymi zresztą) znajomymi, nie ma mowy o sprawdzeniu, a co dopiero nauce języka. Najlepiej w tej kwestii sprawdzają się wyjazdy na dłuższy czas – na przykład do pracy lub w celach edukacyjnych. O ile praca w Irlandii czy Niemczech nikogo właściwie nie dziwi (tak naprawdę podczas wykonywania prostych obowiązków wcale nie potrzebny jest język kraju w którym jesteśmy – wystarczą znajomości wśród zatrudnionych tam Polaków), to studiowanie za granicą wciąż może wzbudzać kontrowersje i strach. Całkiem zresztą niesłusznie. Na studia przybywają bowiem osoby także z innych krajów, o różnych poziomach językowego zaawansowania i to uczelni zależy, by jej studenci prędzej czy później doskonale poznali język. A nie jest to wcale takie skomplikowane, zwłaszcza jeśli właściwie cały czas przebywa się w środowisku obcojęzycznym, które niejako siłą „wbija” nam do głów swój język.